Jakie aregumenty przedstawiają bankowcy na korzyść kredytu we frankach przeciętnemu kowalskiemu? Nie ma ich dużo, w sumie jest jeden. Niska rata. Dodatkowo opakowana w marketingowy "bełkot" pod tytułem "mini ratki". Prawda, ze brzmi atrakcyjnie? Działa na instykt, bo przecież jaki drapieznik nie chciałby płacić mniej?
W teorii jest wszystko pięknie skrojone na miarę naszym możliwości finansowych. Jak to nam wmawia bank? Będzie Pan płacić dużo mniejszą ratę, od czasu do czasu odłożyć Pan sobie trochę "grosza" na wypadek osłabienia złotówki. Przyznacie, trywialnie proste... A jak jest w praktyce? Owszem płacimy niższe raty ale tylko do pewnego momentu np.: kryzysu. Pózniej trzeba pokryć różnice z uzbieranych oszczędności. Właśnie, jakich oszczędności?! I tu się zaczyna problem. Rzadko kto odkłada z myślą o ewentualnych problemach, które równie dobrze mogą się pojawić za 10 lat.
A co na to bank? No cóż... Zarabia :) i to dobrze, czym większe osłabienie złotówki tym dla nich lepiej. Przecież jakoś musza sobie odbić po tylu latach "rozdawania niskich rat".
A konsument? Jemu pozostaje rosyjska ruletka.
Co Ty na to? Skomentuj!